„Choroba wybrała nas dlatego, że jesteśmy silni”

Postanowiłam opisać Wam moją historię, ponieważ wierzę, że warto podzielić się moimi przeżyciami związanymi z chorobą i dializami.

Otóż, zacznijmy od tego jak to się zaczęło… W styczniu poszłam do lekarza poprosić o zbadanie mnie pod kątem anemii, bo czułam się trochę osłabiona. Zaczęłam od analizy krwi. Następnego dnia rano dostałam telefon z prośbą o natychmiastowe zgłoszenie się do przychodni ze względu na złe wyniki. Bardzo się wystraszyłam – bałam się najgorszego – białaczki.

To ja podczas dializy.

To ja podczas dializy.

Szłam do lekarza z wielkim strachem i to, co usłyszałam zszokowało mnie. Powiedziano mi, że mam natychmiast udać się do szpitala, bo w moim organizmie jest za mało krwi. Natychmiast pojechałam z mężem na oddział. Wtedy jeszcze nikt nie potrafił powiedzieć, co mi jest i dlaczego moje wyniki są tak złe. Zaczęły się różne badania – jedno za drugim. Ostatecznie lekarze doszli do wniosku, że coś dzieje się z moimi nerkami: są bardzo małe. Od razu włożyli mi do żyły w pachwinie rurkę (bolało jak diabli), by móc podłączyć mnie do maszyny dializacyjnej. W ten sposób przeleżałam na OIOM-ie 4 długie dni. Niestety mój stan nie poprawił się i zostałam przewieziona do kliniki neurologicznej, gdzie przeszłam kolejne badania. W końcu nadeszła diagnoza: „Ma pani niewydolność nerek, ale nie mamy pojęcia skąd ona się u Pani wzięła”. Zapytałam czy z tym da się żyć? Powiedzieli mi, że jak najbardziej tak. Rozpłakałam się i do dziś nie wiem – ze szczęścia (że to nie rak) czy strachu (że czeka mnie życie na dializach). Bardzo się martwiłam i cały dzień zadawałam sobie pytanie: „Dlaczego ja? Dlaczego? Przecież mam dopiero 34 lata?”. Wszystko zmieniło się w nocy. Wstałam, spojrzałam w lustro i nagle przestałam się bać. Zrozumiałam, że są tacy, którzy mają dużo gorszą sytuację. Ja przecież mogę żyć z moją chorobą, być przy mężu i dzieciach.

Moja nerka czyli Wojtuś :D

Moja nerka czyli Wojtuś 😀

Po tej nocy wszystko było łatwiejsze. Przeszłam kolejne zabiegi przygotowujące do dializ: usunięto mi rurkę z pachwiny i zastąpiono ją rurką w szyi, a potem w piersiach. Skończyło się oczywiście na wykonaniu przetoki (zwanej tu w Niemczech – szant). Teraz przychodzę na dializy 3 razy w tygodniu po 4 godziny.

Czasem miewam chwile załamania, ale podnoszą mnie na duchu moje kochane dzieci i mąż, dzięki którym wiem, że muszę wygrać z chorobą i nie poddawać się. Nadzieję daje mi też to, że przechodzę właśnie badania przygotowujące do transplantacji. Przechodzi je także mój brat, który chce oddać mi swoją nerkę. Chce oddać część siebie, co jest wielką i cudowną rzeczą.

Wszystkim, którzy dowiadują się, że czekają ich dializy (i wszystkim już dializowanym) chciałabym powiedzieć: nie poddawajcie się. Dializy, to nie koniec świata. To nie wyrok – po prostu inne życie. Nasze życie. Choroba nie wybrała nas dlatego, że jesteśmy słabi, a dlatego, że jesteśmy silni i wie, że sobie z nią poradzimy…

Wszystkim dializowanym życzę nowej nereczki 🙂 . Ania.

Może Ci się również spodoba

3 komentarze

  1. Avatar iwonka pisze:

    wcale nie wybrala nas bo jestesmy silni, choroba zmusila nas zebysmy byli silni , bo my musimy byc silni innej drogi nie ma !

  2. Avatar basia pisze:

    mi to zajęło trochę czasu, to prawda choroba wybiera silnych to jest dla Nas czas próby, myślę ze ja sama bo wielu perypetiach w moim życiu czuje sie silniejsza i dumna z tego kim jestem – po drodze odszedł ode mnie mój maż, wielu pseudo przyjaciół zniknęło ale to nic z dwojga złego odebrałam te wszystkie sytuacje jako oczyszczenie, coś co spowodowało ze czuje się wolna

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *